2006-08-03 13:28:35 >> Green 3
Malutki chłopczyk w drodze powrotnej znalazł kamienną drogę.. I choć nie wiedział dokąd prowadzi podążał nią lekko tupiąc o granitowy bruk. Co pewien czas tylko obracał się błądząc swym obłąkanym już wzrokiem tak jak by nie był do końca zdecydowany…Chłodny poranny wiatr otrzeźwił mu umysł i tak szedł przed siebie choć nie było końca drogi, dopóki nie usłyszał stukotu kopyt… Po chwili ukazał mu się rycerz w lśniącej zbroi który słaniał się na swym czarnym jak noc rumaku… Sfrustrowane zwierze biegło przed siebie z całych sił by ratować swego pana… Tratowało wszystko na swojej drodze… wszystko, aż dopóki nie spotkało małego podróżnika… Gdy tylko koń się zatrzymał rycerz spadł z grzbietu swego partnera podróży, a chłopiec ujrzał pod jego ciałem kałużę krwi. Postanowił pomóc w potrzebie komuś tak szlachetnemu, bo wiele słyszał o ludziach z rycerskich rodów… Rozpalił nieopodal małe ognisko i tam zaprowadził rumaka, a na nim przewiesił ciało wciąż jeszcze zakute w zbroi. Zdjął z niego stal by ujrzeć zmaltretowane ciało poprute dziesiątkami ran z których sączyła się brunatna krew… Zaraz obok płynął strumień w którym wymył swoje małe ubrania by po chwili oczyszczać rany i robić opatrunki… Wyciągnął sztylet z pochwy u boku czarnego konia i rozgrzał jego ostrze do czerwoności… Swoje ruchy wykonywał zadziwiająco precyzyjnie, zupełnie tak jak by kiedyś już to robił, widział… Czerwony żar rozgrzał nocny obraz… po chwili można było usłyszeć tylko gorący syk przypalanej skóry i wierzganie konia… Rycerz tylko cicho jęczał z bólu w beznadziejności swojego stanu, otworzył na chwilę oczy i znów zemdlał… Ten proceder trwał długie godziny, a potem tylko długie dni wymieniania opatrunków. Po kilku tygodniach rycerz na coraz dłużej odzyskiwał przytomność i choć ani razu nie podziękował drobnemu chłopcu w podartych ciuchach to widać było wdzięczność w jego szlachetnych oczach. Nic nie mówił lecz widać było że dochodzi do siebie. Chłopiec polował i łowił ryby w pobliskim strumieniu by ich nakarmić, a z rumakiem wychodził na polanę by mógł zjeść świeżej trawy. I tak doczekali się późnej jesieni gdy rycerz był w stanie wykonać kilka prostych kroków i utrzymać się na grzbiecie Furiana bo tak nazywał się koń… Zapytał się dokąd zmierza jego mały wybawca i czy nie chce wybrać się z nim na dwór rycerski. Chłopiec przez cały czas wiedział dokąd zmierzał i choć tęsknił za domem to nie chciał jeszcze do niego wracać… Tak jakby nie miał po co.. wziął swój plecak z którego jedną dziurą widać było kawałek błękitnego kocyka i wyruszył w podróż z rycerzem. Ten przedstawił go na dworze i opowiedział całą historię o jego walce i o tym jak ten mały chłopczyk uratował mu życie. W dowód uznania szlachetności podróżnika król mianował go rycerzem. Jego pan uczył go rycerskiego rzemiosła i kodeksu. A podróżnik opowiadał mu skąd pochodził, o jego przygodach i dlaczego znalazł się na tamtej drodze. Lecz z dnia na dzień widać było jak jego mentor słabnie… Rany były zbyt ciężkie… Nadworni lekarze dawali mu już tylko parę dni żywota gdy ten podarował mu Furiona w opiekę i kazał mu walczyć o swój cel… Był dla niego jak ojciec.. Na dworze dorósł i kształcił się choć wszyscy widzieli że coś go gryzie. Pewnego dnia przed swoje oblicze wezwał go sam król i powołując się na pamięć najszlachetniejszego z rycerzy przybocznych swego dworu kazał mu spełnić jego ostatnią wolę… I tak dostał instrukcje od innych rycerzy o drogach i miastach leżących przy puszczy zapomnienia. Zapakował prowiant i to co zawsze przypominało mu o podróży pełnej bólu i cierpienia... Furian przywitał swego pana i razem wyruszyli w drogę. Miesiącami przeczesywali wieś po wsi, miasto po mieście w całym królestwie. Wszędzie gdzie się pojawił był przyjmowany bardzo mile z uwagi na zbroje którą wszyscy tak dobrze znali… Ostatni dar jego pana…. Ale nikt nie potrafił mu pomóc. Tylko jeden starzec od lat zajmujący się wyrabianiem najcieplejszych i najdelikatniejszych koców rozpoznał swe dzieło i zaczepił rycerza z zapytaniem skąd w jego rękach tak piękne rzemiosło… Ten opowiedział mu smutną historie jak uratował dawno temu w lesie pewną przepiękną niewiastę o błękitnych jak bezchmurne niebo oczach i kruczo czarnych włosach… O tym jak Walczył z niedźwiedziem choć sam był jeszcze drobnym chłopcem o jego ranach i o tym jak pewien samotnik żyjący w samym środku puszczy zapomnienia uratował mu życie… O tym jak uciekł od niego w poszukiwaniu spełnienia swych snów choć jego rany wciąż jeszcze nie były w pełni zagojone… Bo wciąż widział w nich oczy tej drobnej postaci za którą gotów był oddać życie. A na koniec o tym że ów kocyk był niegdyś jej własnością… Starzec zafascynowany opowieścią, a zarazem dokładnie rozpoznając najwykwintniejsze ze swoich dzieł powiedział mu o tym kto zlecił wykonanie mu dla swego jeszcze nienarodzonego dziecka najdelikatniejszego i najwspanialszego kocyka … Był to król jednego z pobliskich królestw który spodziewał się córeczki. Chodziły wieści że wróżka wywróżyła mu najpiękniejszą z najpiękniejszych i że ledwo ujdzie z życiem gdy uratuje ją niewiele starszy nieznajomy spoza jego wielkiego królestwa. Dlatego też król nigdzie nie puszczał swojej córeczki, a każdego przybysza spoza granic jego królestwa kazał zabić. Lecz Księżniczka była niesfornym dzieckiem… Pewnego dnia zniknęła gdzieś w lesie podczas gdy król prowadził wojnę u jednej z granic, a od tamtej pory w ogóle się nie odzywała... Starzec wiele wiedział dzięki czemu rycerz bardzo szybko wyruszył na poszukiwania. Dotarłszy do zupełnie nie znanego mu królestwa nie wiedział że i koń i zbroja wróciły do miejsca z którego przed wieloma laty ledwo wyszły z życiem. W tamtejszych stronach również byli dobrze rozpoznawani. Wieśniacy uciekali i chowali się w panice w swych chatach. Rycerz nie wiedział co się dzieje i jechał wprost do zamku… po drodze spotkał szlachcica w podeszłym już wieku który omal nie zamarł gdy zobaczył Furiona. Tak jakby zobaczył ducha… Zawołał na alarm swą straż przyboczna a jednemu kazał ostrzec króla. Podróżnikowi znów przyszło walczyć o to w co wierzył… Jego nauczycielem był najlepszy z najlepszych więc straż na długo go nie zatrzymała lecz wiedział już że coś jest nie tak… W ostatnich słowach wypytał się szlachcica, który oznajmił mu że oręż jego należy do rycerza który niegdyś pozbawił życia dużą część armii króla, który panicznie boi się o los swojej córki. Był jednym z tych którzy na rozkaz swego króla mieli prosić o pokój… Po chwili zmarł, a rycerz pognał Furiona prosto ku bramom zamku. Tam ku jego zdumieniu czekało na niego pół armii… Ale rycerz miał plan… sam skoczył do walki, a na grzbiecie rumaka przywiązał koc należący do błękitnookiej… Po cichu wyszeptał do konia by biegł przed siebie nie zważając na nic… Prosto na dwór zamku… klepnął go mieczem i tak dwoje nieustraszonych wypełniało swą misję… Rycerz w finezji swych ruchów zaskakiwał szybkością i pewnością ruchów miecza słaniając ciałami drogę ku wrotom zamku. Choć wrogów robiło się coraz więcej… Walce nie było końca i podczas gdy widać po nim było jak słabł, jego wierny rumak dotarł do dworu… tam wierzgał i rzucał się o bramy… Nikogo tam nie było… wszyscy bronili zamku, a król zaszył się w swej komnacie.. Nikogo oprócz pewnej kobiety która tak zafascynował czarny rumak że postanowiła do niego zejść przejściami które poznała gdy była malutką dziewczynką… Gdy tylko go zobaczyła wzrok jej przykuł błękitny kocyk… nie czekając ani chwili podbiegła do konia i powiedziała by zabrał ją do swego pana… Gdy oboje trafili na miejsce księżniczka widziała tylko stosy ciał i jednego rycerza który właśnie upada pod jednym z ciosów największego z generałów jej ojca… Pogoniła Furiona i zeskakując z niego swoim ciałem obroniła przybysza… Król po którego natychmiast posłano nie mógł uwierzyć w to co widzi… i co słyszał z ust swej córki która od lat nie wymówiła ani jednego słowa… o tym co wydarzyło się przed laty… i jak chłopiec którym był rycerz pod tą zbroją uratował jej życie gdy wymknęła się z zamku. Wtedy wskazała na grzbiet rumaka na którym wciąż przewiązany był koc. Król rozkazał podnieść rycerza i zabrać go na zamek… Tam rycerz został opatrzony i przyjęty jak bohater, choć duża część rycerzy przybocznych wciąż jeszcze czuła ciosy jego miecza… Wysłano do pobliskiego królestwa dyplomatów z propozycja odwiecznego pokoju i gratulacjami złożonymi na ręce króla za odwagę jego rycerza. I tak malutki chłopiec odnalazł swą miłość, a z wdzięczności króla mianował on go swym następcą i przyszłym mężem swej córki…
skomentuj (8)
2006-05-25 23:00:24 >> Bungee
Chłodny poranny wiatr wciąż jeszcze próbuje mnie dobudzić zaledwie po kilku godzinach snu a ja tylko spoglądam wysoko ponad siebie... Długa metalowa lina wydawała mi się ciągnąć w nieskończoność ku niebu. Jeszcze jedno zastanowienie, gdy dwóch facetów sprawnie i szybko przywiązywało uprząż do mych nóg. Wciąż jeszcze stałem na stałym i pewnym gruncie, choć za chwilę miało się to zmienić i nawet nie wyobrażałem sobie jak bardzo… Żółta klatka stała już gotowa na kolejnego śmiałka… Już czas… Jeden pewny krok i pierwsza utrata pewności... Ostatnie spojrzenie na ludzi, którzy z zaciekawieniem wpatrywali się w moją osobę... Tu wciąż mogłem jeszcze rozpoznać ich twarze. Za chwile jeden ruch ręką i wszyscy zaczęli oddalać się tak szybko... i nawet nie zdążyłem się zorientować, kiedy już widziałem błękitne jezioro daleko na horyzoncie... Tu wiatr był o wiele mocniejszy, ale to nie on był największym powodem moich zmartwień... Pode mną nie było nic... Tylko pusta przestrzeń głębokości 48 metrów... a na jej końcu tylko asfalt pokryty błękitną folią. Słyszę jedynie ciche krzyki przyjaciół czekających na mnie tam daleko i stonowany głos zza moich pleców... 3... 2... 1... Bungiee!! Nawet nie wiem, co pomyślałem sobie w momencie kiedy już skakałem, ale po chwili nie było już nic. Czułem tylko to jak lecę... Jakbym unosił się w powietrzu, choć w rzeczywistości bardzo szybko gnałem ku ziemi... Gdzie jest ta lina?? Nim bliżej błękitu tym częściej gnębiło mnie to pytanie... Zadziwiające jak dużo myśli może przemknąć przez głowę szaleńca spadającego z wysokości 48 metrów... To tylko 2 sekundy swobodnego lotu... potem napręża się lina i wyrywa Twoje bezwładne ciało ku niebu... Ale przez 2 sekundy jest się najszczęśliwszym ptakiem na świecie... potem tylko pozostaje dziwne uczucie w głowie po tym jak cała krew z organizmu udaje się w kierunku Twojego mózgu, a oczy zachowują się tak jak by chciały uciec... I drżenie kolan... Ostatnie spojrzenie ku niebu... i tylko widok kolejnego „Szaleńca”...
skomentuj (4)
2006-05-19 17:03:38 >> Don't worry
Wiosenny deszcz… Srebrne krople powoli opadają na przesiąkniętą czasem konstrukcję opuszczonego dworca… Z przerdzewiałej rynny sączyła się woda tworząc kałużę z lustrzanym odbiciem mnie… Czy to tak na prawdę ja? A może to już jest ktoś inny? Zamykam oczy i spoglądam gdzieś tam daleko w przeszłość… Zastanawiając się czy jeszcze, choć drobna cząstka małego mnie tam pozostała. Czy potrafię cieszyć się tak beztrosko i bez końca, nie myśleć co będzie jutro?. Czy już za każdym razem będę szukał konsekwencji, mierzył siły i zastanawiał się czy warto? Chłodny wiatr przeszył moje zamyślone ciało… A w mojej głowie wciąż tylko widzę stare czarno-białe zdjęcie… Małego chłopczyka o złotych lokach siedzącego na leśnej polanie w piasku… I ten uśmiech… Nie pamiętam, kiedy dane mi było ostatni raz się tak cieszyć. Słońce powoli zaczęło wychylać się zza puszystych chmur. W powietrzu niemal czuć jak budzi się natura… jak bardzo potrzebowała odpoczynku i chwili wytchnienia. Pąki kwiatów otworzyły się na nowo, a liście i trawa jeszcze nigdy nie wydawały mi się tak zielone… Dookoła mnie teraz czuć było zapach młodych kwiatów, a po deszczu pozostały jedynie srebrzyste kałuże. Czym tak naprawdę jest odrobina deszczu w naszym życiu? I dlaczego wszystko wtedy wydaje się być takie szare? Myślę że każde z nas nigdy nie doceniłaby słońca i ładnej pogody gdybyśmy nie wiedzieli jak smutno i szaro jest wtedy kiedy pada deszcz… Uczymy się na błędach i bólu, to smutne ale każdy z nas potrzebuje pewnej motywacji do nauki… inaczej z samego lenistwa nic z tego nie będzie. Gdyby niemowlę nie czuło bólu, kiedy upada starałoby się utrzymać równowagę na niezgrabnych nóżkach z taka determinacją? Wtedy tylko rodzice troszczą się o to by w okolicach „placu treningowego” nie było żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Dziś kiedy każde z nas umie już chodzić nikt nie będzie się już troszczył o to czy upadek będzie bolał czy nie… Pora otrzeć łzy i próbować jeszcze raz… tak w nieskończoność… dążyć do celu… To jak bardzo się staramy i ile wkładamy w to wysiłku tak naprawdę pokazuje nam jak wysoko jesteśmy Tak właśnie z dnia na dzień znajdujemy się coraz dalej od ziemi… I choć to zależy tylko od nas jak bardzo będzie bolał taki upadek w razie niepowodzenia staramy się dążyć do celu w przerażającym tempie i nie oglądamy się za siebie… potem tylko kiedy się spada zaczynamy żałować… Wszystko będzie teraz zależeć jak dużo czasu potrzeba żeby wyjść z krateru po naszym upadku… i znów wybrać sobie nowy cel… Niemal jak praca Syzyfa tylko ile potrafimy przy tym zaznać szczęścia… Te doświadczenia są bezcenne… Choćby nie wiem jak bolało. Znów chłodny wiatr… Chwila rozkojarzenia i spojrzenie w niebo… wysoko, ale tam jest słońce... takie ciepłe…
skomentuj (8)
2006-05-08 23:33:35 >> Bosman ;-)


...
2006
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

..::CoOl::..
15 years later Dec to Dec
Obrazki Ponad 1000 super jpg i gif stronka genialna :)
Wojsko
Pion szkoleniowy wojska Zmechole czas nauki :)
Blog & friends
...............
Chaoz Jojo
KaMa
Kamcia
Sweet Butterfly
MaDzIaCzEk Kolezanka z 2/3 ;-)
Borys Pies mojego kumpla z klasy ;] HeHe
Faser Faser Blog
Aga^ Blog Agus from #Zsi
Maly => Blog Blog Malego
My Cousin Dante Dante ;] lol
Zi3L0n4 K0l3Z4nk4 Zi3L0n4 K0l3Z4nk4 :)
Maly Dec Strona Malego
Księżyc teraz:
|
|
{smscontact}